Aks do kwadratu

Scrum i ten cały Agile – rozmowa z Marcinem Aksem Grochowiną. Część 2/2

Cześć!
Jak dobrze widzieć Cię w drugiej części tego wywiadu.
Dzisiaj rozmawiamy z Aksem o grywalizacji, idolach i komunikacji w zespołach.
Jak to wszystko ma się do zasad Agile?
Zapraszam do czytania.

Rafał Woźniak:
Wiesz, dzisiaj córka zapytała mnie dlaczego, skoro mam robotę, to uczę się do jakiegoś IT? Czy to dla kasy, czy dlatego, że chcę znowu robić to, co lubię?
Nie było mi do końca łatwo odpowiedzieć. Oba powody są dla mnie równie ważne. Byłem już w miejscu, w którym robiłem to, co kocham. I nie zarabiałem. 

Do brzegu.
Czy praca jako Scrum Master jest pracą kreatywną? Geodezja nie jest, co mnie trochę uwiera.

Marcin Aks Grochowina:
Myślę, że z pewnością kreatywne podejście ułatwia pracę.

Uczenie Scruma za pomocą występujących w otoczeniu przykładów (zamiast podejścia „bo Scrum Guide tak mówi”), otwartość na potrzeby grupy w trakcie facylitacji różnych spotkań czy wyszukiwanie / projektowanie / proponowanie różnych metod warsztatowych do rozwiązywania występujących problemów to kilka obszarów, w których można rozwinąć kreatywne skrzydła.

Warto jednak pamiętać o… celu i potrzebach zespołu 🙂 Projektowanie interakcji dla samego projektowania, dla spełniania swoich kreatywnych potrzeb może być… stratą czasu. A zaczerpnięte z Leanu „minimalizowanie strat” to jeden z tych obszarów, w których Scrum jest mocno przydatny 😉

Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na pewną dysfunkcję, którą często obserwuję u Scrum Masterów. Dokładniej chodzi mi o aspekt zabawy. Zdarza się (wcale nie tak rzadko), że Scrum Masterzy przygotowując wspomniane powyżej różnego rodzaju formy warsztatowe (jak np. scenariusz retrospektywy) przede wszystkim skupiają się na tym, że ma być „fajnie”, „zabawnie” i w ogóle „milusio”. Powinno być przede wszystkim efektywnie. Może być efektownie. Oczywiście ważne jest psychologiczne bezpieczeństwo. Ale warto o nie dbać budując przede wszystkim zrozumienie swoich ról, zrozumienie powodu istnienia naszego zespołu, zrozumienia naszych potrzeb i zależności oraz tego, co jest naszym klejem. Skupianie się wyłącznie na aspekcie zabawy nie do końca może pomagać w budowaniu procesów zespołowych. A już na pewno nie ułatwi budowania zaufania zespołu do osoby Scrum Mastera.

Oczywiście – nie stawiam znaku równości pomiędzy kreatywnością a zabawą. Chciałem po prostu gdzieś wpleść ten ważny dla mnie wątek 😀

Rafał:
Czy zabawa dla Ciebie to to samo co grywalizacja? Ta druga ma dla mnie wpisaną w swoim DNA efektywność. Pcha ludzi do przodu poprzez zabawę. 
Chyba właśnie sam sobie odpowiedziałem na pytanie. 🤡
Co Ty o tym sądzisz?

Aks:
Nie. Nie jest tym samym.
Tak. Odpowiedziałeś sobie 😁

Rafał:
Dobra. Bardzo trudne pytanie. Najwyżej wytniemy. Czy masz jakichś scrumowych idoli?

Aks:
Może jednak rozwinę poprzednie pytanie. 
Lubię wykorzystywać elementy grywalizacji w projektowaniu doświadczeń. Wprowadzam ją, chcąc budować zaangażowanie uczestników, wprowadzić elementy pracy własnej czy współdzielenia informacji. Po prostu – projektując interakcje.

Mam jednak trochę problem z używaniem słowa „grywalizacja”. Na poziomie samej nomenklatury. Bo zawiera element rywalizacji. A ja zdecydowanie wolę budować współdziałanie niż współzawodnictwo 😉

Rafał:
Dobra, no to scrumowi idole. Czy w ogóle w Twoim życiu występuje rola idola?

Aks:
Idol to mocne słowo. Takie osoby traktuję raczej jak mentorów. Głównie wirtualnych. Na zasadzie pochłaniania wszelkich treści stworzonych przez daną osobę.

Zawsze w tym kontekście wymieniam Mariusza Chrapko. Bo jego książka, blog, a później podcast wprowadzały mnie w meandry Scruma. Zaryzykuję stwierdzenie, że mój dzisiejszy mindset zawdzięczam twórczości Mariusza. Bo nawet jeśli tych kilka lat temu jeszcze nie rozumiałem zwinności w stopniu, w którym pojmuję ją dzisiaj to kontakt z tymi treściami działa na mnie podprogowo. W sensie – nawet jeśli wtedy nie czułem, że do mnie wszystko trafia, to zaowocowało to po latach, gdy to kliknięcie już nastąpiło.

Aks i Mariusz Chrapko

To muszę dodać, że przez wiele lat uważałem, że Scrum opisywany w książkach jest piękną wizją, której nie da się zaadaptować do realnych problemów w całości. A potem miałem przyjemność uczestniczyć i być agentem zmiany w transformacji, która doprowadziła do wdrożenia tego Scruma zgodnego ze Scrum Guidem i nagle okazało się, że można 😉

W każdym razie, jestem bardzo wdzięczny, że przez lata udało mi się wypracować bardzo fajną relację z Mariuszem. Przez moment był moim prawdziwym mentorem (mieliśmy wspólne sesje). Dziś tych kontaktów mamy trochę więcej i doceniam każdą naszą interakcję, bo każda jest dla mnie niezwykłym krokiem naprzód.

Drugą osobą jest z pewnością Andy Brandt. Bardzo lubię nasze rozmowy, bo czerpię z nich masę inspiracji. Serdecznie polecam newsletter Andy’ego. Newsletter Mariusza oczywiście też 🙂

Trzecią osobą, która pozwoliła mi wykonać mega krok naprzód, był Barry Overeem i jego model ośmiu (dziś już sześciu) postaw Scrum Mastera. Poznałem ten model w odpowiednim momencie, by połączyć właściwe kropki.

Muszę wymienić też Stefana Wolpersa. Jestem fanem jego serii na temat anty-wzorców. A poza niezwykłym doświadczeniem i ogromną wiedzą, wyspecjalizował się w czymś, co nazywam „kuratelą treści” (od angielskiego content curation). Czyli po uprzednim odfiltrowaniu i selekcji, dostarcza masę niezwykle wartościowych treści, do których często dodaje swój komentarz. 

Śledzę także ruchy kilku osób, które przedstawiają się jako… „prowokatorzy myśli” 😁 (ang: thought provoker). To m.in.  Michael Lloyd, Maarten Dalmijn czy Paweł Huryn. Publikowane przez nich treści zawsze na chwilę mnie zatrzymują, żeby podumać nad tym, co przed chwilą przeczytałem 🙂

Rafał:
Nieźle. Z tych wszystkich osób tylko newsletter Mariusza Chrapko do mnie dociera. Resztę dopiero będzie dane mi poznać. To w sumie ciekawe, bo trochę tych blogów już odwiedziłem. Nawet popełniłem taki króciutki wpis z listą blogów, która pomaga mi w nauce Scruma. 
Nawet Twojego tam nie było. Wygląda na to, że wartościowe rzeczy trochę się ukrywają. 
Znowu odbiegam od tematu. 
Już trochę o tym wspomniałeś, ale chciałem dopytać czy wykorzystujesz Scruma w swoim życiu osobistym? Retrospektywa swojego życia co dwa tygodnie?

Aks:
Brak mojego bloga w Twoim wpisie akurat mnie nie dziwi (zapewne masz na myśli tego przyklejonego do A83.pl ?), bo bardzo mocno go zaniedbuję 🙂 Wciąż szukam dla niego odpowiedniej formuły. Ale z pewnością dużo więcej treści produkuję na instagramka @konsultanAgile plus Linkedina.

A co do smaczków i ciekawych źródeł – mam ich jeszcze całkiem sporo w moich zasobach. Często nawet o nich na bieżąco nie pamiętam. I wyciągam kontekstowo przy okazji jakichś tematów przerabianych z moimi mentees.

A wracając do Twojego pytania – nie będę ukrywał, że żyję bardziej zwinnością niż Scrumem 😉 Nie mam rozpisanego backloga, z którego na bieżąco ściągam kolejne zadania. Nie wizualizuję za pomocą Kanbana bieżących zadań.. Z Kanbana zdecydowanie bliżej mi do idei przepływu 😁

Praktykuje zwinne wartości. Scrumowe w zasadzie też, bo są one bardzo zbieżne z moim kompasem. Owszem, robię sobie retro. Choć to bardziej introspekcje 😀 Ale robię je zdecydowanie mniej regularnie (1-2 w roku). No i eksperymenty. Od dłuższego czasu do tematów podchodzę na zasadzie eksperymentowania. Stawiam pewną hipotezę, daję sobie jakiś czas i po tym czasie weryfikuję wyniki.

Więc jak widzisz – mało tu Scruma w codziennym życiu. Agile natomiast pełną gębą 😉

Rafał:
W głębokich czeluściach internetu można znaleźć taki zarzut do Scrum Masterów, że „aktywnie robią nic”.
Tu mam od razu dwa pytania:
Czy kiedykolwiek spotkałeś się z takim stwierdzeniem na żywo lub jako zarzut do Ciebie?
Co robi SM gdy nie bierze udziału w żadnym z wydarzeń Scrumowych?

Aks:
Hehehue.
Już tak nie kokietujmy. „Scrum Master darmozjad” to wcale nie tak głęboko zakopane komentarze. Słyszę go mega często, gdy wspominam, że jestem SMem. Jeśli słyszę to w relacjach kuluarowych, w rozmowach na konferencjach czy meetupach to po prostu uśmiecham się od ucha do ucha i wiem już, z jakiego poziomu dyskusji startuję.

Inna sprawa czy usłyszałem to kiedyś w swoim kontekście. Owszem, usłyszałem. I był to dla mnie to sygnał, że… nie wykonałem swojej „roboty” we właściwy sposób.

Mówi się, że Scrum Master dąży do tego, by nie być potrzebnym w zespole. Czyli pomaga zespołowi rozwijać samoorganizację i samozarządzanie do tego stopnia, by docelowo również i jego odpowiedzialności mogły być współdzielone przez zespół. I to właśnie jest źródłem tego niezrozumienia roli Scrum Mastera.

Jeśli przydatność Scrum Mastera podważana jest w zespole czy na poziomie firmy („za co my właściwie Ci płacimy?”), to w pierwszej kolejności zaczynam przyglądać się przyjmowanym przez danego Scrum Mastera postawom. W jaki sposób pomaga zespołowi jako nauczyciel zwinnych praktyk, jak pomaga mentorsko w rozwiązywaniu problemów, jak facylituje spotkania, jak usuwa przeszkody i jakim jest agentem zmiany. Jak oddaje swoje odpowiedzialności pozostałym członkom zespołu? Jak wspiera ten proces?

Nie zapominajmy, że SM jest odpowiedzialny za efektywność Scrum Teamu. I nie ma czegoś takiego jak „szczyt efektywności”. Że nawet jeśli robimy coś na super poziomie, to nie możemy poszukać kolejnych usprawnień. Tam, gdzie pojawia się rutyna, zaczynamy nie zauważać, że pewne rzeczy można zautomatyzować. Albo pewne praktyki powtarzamy „bo tak kiedyś ustaliliśmy”, ale w zasadzie nie są nam już do niczego potrzebne.

Ostatnio dużo czasu poświęcam manifestowej zasadzie mówiącej o prostocie. Dokładnie brzmi ona tak: „Prostota – sztuka minimalizowania ilości koniecznej pracy – jest kluczowa.” I miałem do czynienia z wieloma zespołami, Scrum Masterami czy Senior Developerami, którzy mówili „u nas to jest taki tip top ten Scrum i ten cały Agile, że łoooo panie! Mucha nie siada”. A potem braliśmy na warsztat tematy takie jak przejrzystość, inspekcja i adaptacja i „łoooo panie!”, ileż my przestrzeni do optymalizacji (prowadzącej do podnoszenia efektywności) znajdowali.

Więc na pytanie „co robi Scrum Master cały dzień?” odpowiadam: wspiera zespół, Product Ownera i całą organizację w codziennych wyzwaniach związanych z rozumieniem i stosowaniem nie tylko Scruma, ale przede wszystkim – zwinnych zasad i wartości.

Aks kołczinguje swojego psa.

Rafał:
Twój kolega z branży – Artur (agilearchie) podpowiedział mi ostatnio ciekawą rzecz. O Agile mówi dużo osób. Są świetne blogi, podcasty, książki.
Mimo to problemem do pokonania jest komunikacja między zespołami.
Co według Ciebie jest największym problemem we wdrożeniu zwinności w organizacji?

Aks:
Szczerze? Brak chęci rozmowy.
A konkretniej – komunikacja oparta o nadawanie. Ale już niekoniecznie nastawiona na odbiór.

Management komunikujący potrzeby biznesowe, ale już niekoniecznie chętny, by otrzymywać informację zwrotną dotyczącą realnego terminu realizacji, problemów z nią związanych albo niespójności czy luk logicznych w tychże wymaganiach biznesowych. Developerzy chcący robić tylko i wyłącznie nowe, ciekawe projekty, ale już niekoniecznie chętni do mniej ambitnych, ale równie potrzebnych zadań, o pracy utrzymaniowej nawet nie wspominając (nawet jeśli sami dany moduł stworzyli ;)).
I tak dalej, i tak dalej.

Uważam, że największym problemem jest akceptacja tego, co równocześnie dla mnie jest największą zaletą zwinności. Czyli przejrzystość. Patrzenie na sprawy takimi, jakimi są. Posługiwanie się faktami. Akceptowanie sytuacji taką, jaka jest. To często bywa bolesne. I nie każda organizacja czy nie każdy zespół jest w stanie to zaakceptować.

Rafał:
Pytanie na koniec:
Jaką jedną małą rzecz, taki pierwszy krok byś polecił osobie, która chciałaby zostać Scrum Masterem?

Aks:
Przede wszystkim – polecam dobrze zrozumieć treść Scrum Guide’a.
Warto sięgnąć po treści, które w tym pomagają, jak np. „Scrum Guide 2020 z komentarzem” autorstwa Andy’ego Brandta i Rafała Markowicza czy „Scrum Guide Reordered” Stefana Wolpersa. Niedawno opisałem różne alternatywne wersje SG u siebie na blogu – zapraszam do odwiedzin.
Równie pomocne może być znalezienie w swoim kręgu kogoś już doświadczonego. I przedyskutowanie z taką osobą części SG, które wydają nam się niezrozumiałe.

Mega pomocny w zrozumieniu odpowiedzialności Scrum Mastera jest dokument „The 6 Stances Of A Scrum Master”. Dla mnie ten dokument był „game changerem”. Z tym materiałem można zetknąć się przy okazji przygotowań do certyfikacji PSM2, więc można uznać, że jest to nieco bardziej zaawansowany materiał. Jednak uważam, że opisane tam wzorce (i anty-wzorce) zdecydowanie lepiej tłumaczą zakres odpowiedzialności SMa niż sam przewodnik 🙂 Dlatego warto poznać je na jak najwcześniejszym etapie.

Aks poleca: „Scrum Guide 2020 z komentarzem”

Rafał:
Aksie!
Dziękuję Ci, że zgodziłeś się odpowiedzieć na moje pytania. Domyślam się, że nie było łatwo znaleźć czas. Tym bardziej cieszę się, że udało się ten wywiad przeprowadzić…
przez czat LinkedIna z małą pomocą instagrama.
😁

A Ty, mój drogi czytelniku zostań jeszcze chwilę.
Marcin zgodził się odpowiedzieć na jeszcze jedno, wybrane przez niego pytanie tutaj w komentarzach.
Dlatego zostaw swoje pytanie w komentarzu. Co Ci szkodzi?

Jeszcze jedno.
Jeśli chcesz więcej Aksa, to poniżej daję Ci garść linków do uniwersum A83. 😉

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

[…] Koniec części pierwszej.Zabierz mnie do drugiej części! […]

1
0
Would love your thoughts, please comment.x